| przypadek.blog.pl |
| księga gości 2011 październik 2009 październik lipiec czerwiec maj kwiecień 2008 maj luty 2007 listopad październik wrzesień sierpień maj kwiecień marzec styczeń 2006 listopad październik sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń 2005 listopad październik sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń 2004 grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń 2003 grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń 2002 grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń 2001 grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec |
Dziś mam ostatnie urodziny z trójką z przodu. Powinienem się wstydzić wpisów sprzed dziesięiu lat?? przypadek 2011-10-19 12:57:02 skomentuj (1) wyczyn Byłem, zwyciężyłem. Siebie oczywiście, na zwycięstwa w sensie rankingowym, porównawczym to już jestem zbyt stary, za późno i za dużo zobowiązań. Bolało. Cały człowiek. W sumie nic nowego, zwykle boli cały człowiek, czsem włącznie z włosami, tylko, że zdążyłem zapomnieć. Gdybym pamiętał - pewnie bym nie pojechał. Teraz za to mogę się prażyć w świetle własnej dumy... Parę razy chciałem ogarnąć tę całą przykrą sytuację. Tę bardzo przykrą, tę, od której wszyscy, mniej lub bardziej w nią wplątani uwolnimy się wraz z odejściem ostatniej osoby z naszego najstarszego pokolenia... Tak, Tę którą kocham tą swoją ambiwalentną miłością, Tę, z którą kojarzę wszystko co dobre w moim dzieciństwie i której niewątpliwe światło było dla mnie tym samym czym płomień świecy dla ćmy tyle razy już dla dorosłego, przynajmniej metrykalnie, człowieka. Nie ogarnę w akapicie, więc może na dziś nie warto wogóle próbować. I może tylko stara prawda, że często rodzice dają życie jednocześnie stopniowo pozbawiając instrumentarium do cieszenia się z tego faktu, instrumentarium wrodzonego, tego samego, którego aurą fotografowie najsłodzych bobasków nie mogą się nacieszyć. Tak na dzień dobry, pomijam przyczyny dla których tak się dzieje. Czasem robią to na tyle nieskutecznie, że pozostawiają na miejscu fantom tego instrumentu, pozostawiają po nim tęsknotę, która może pociągnąć do najciemniejszych i najbardziej ponurych miejsc spośród tych do których człowiek może sam siebie poprowadzić.... Strasznie smutne to... przypadek 2009-10-16 11:17:50 skomentuj (1) Się ruszyło życie Będzie nas więcej. Ta będąca ścisłą konsekwencją urlopu w zupełnie zaczarowanej krainie, w której cisza jest tak gęsta, że można nią sobie chlebek smarować (co spowodowało pewną nonszalancję i niefrasobliwość) okoliczność zaskoczyła nas zaraz po tym jak udało nam się wcisnąć boguduchawinnym ludziom nasze mieszkanie.... cóż, są dorośli i widzą co biorą. Chcieliśmy sobie taką ciszę, przynajmniej jej namiastkę, sprawić na własność. A teraz kombinujemy jak sobie poradzić we czwórkę, tak by jednak z ciszy nie rezygnować. Życie podwyższyło nam poprzeczkę. No cóż. Nie pierwszy raz. Może to lepiej. W związku z powyższym zamiast tradycyjnego kryzysu małżeńskiego (przysłowiowe 7 lat) zafundujemy sobie zatem niebawem kolejne współ. Współrodzicielstwo, współodpowiedzialność, współdoświadczenie życia, coś, co łączy ludzi bardziej niż wszelkie akty, sakramenty (no my ich akurat unikamy) czy współkredytobranie (chociaż to też niezły cement). No cóż. Również nie pierwszy raz. Na pewno lepiej. Ale nie cieszę się, a przynajmniej nie zachłystuję własnym entuzjazmem. Nie tym razem. Raczej mam obawy. Nie, nie boję się tego, że życie odejdzie skąd przyszło, jak ostatnim razem. Bo tym razem nie odejdzie, jestem pewien - choć nie wiem skąd ta pewność, ale jestem. Trudno mi sobie siebie na razie wyobrazić jako beneficjenta takiej dawki miłości. Ponoć to typowa obawa, typowy objaw powtónego wejścia w tę rolę, nie wiem. Może. Ponadto dopadł mnie ewidentny syndrom wypalenia zawodowego. Fakt wieloletniego, prawie bezstresowego (poza stresami oczywistymi występującymi zawsze tam gdzie niejasny i niesprawiedliwy :) system dystrubucji biletów płatniczych narodowego banku polskiego) gnicia w układzie postpeerelowskim, hermetycznym w sensie wymiany myśli i doświadczeń okresu, właśnie zakończonego kolejną bezsensowną reorganizacją pokazującą w jakiej to czarnej dupie wszyscy jesteśmy w sensie zawodowym nie ma tak naprawdę nic do rzeczy, no, może niewiele. No i komu przeszkadzało lato? Komu przeszkadzały słoneczne poranki? Kącik przyrodniczy w Szymkowym przedszkolu pełen kasztanów i żołędzi z czapeczkami to tylko taka nagroda pocieszenia (dla Szymka), kiedy przerzuciwszy siebie przez rekordową ilość kilometrów w podręcznikowej regularności będąc tak bardzo blisko wymarzonego wyczynu boli mnie gardło, po plecach biegają dreszcze i z tego całego święta mogą być zupełne nici - a wszystko przez przedawkowanie jesiennego wiatru. Heh... przypadek 2009-10-05 14:15:32 skomentuj (2) potrzeba matką wynalazku? Pilnie potrzebuję jakiegoś wyzwania, ale nie takiego zwykłego "Odjutraniebędę" czy "Odjutratrzydzieścipięćranoipięćdziesiątwieczorem", co to kojarzą się złowrogo, bo konsekwencja posępną ma postać zanim codzienna czynność nie stanie się bezrefeksyjnym nawykiem. Potrzebuję takiego, co to od pierwszych chwil stanie się samonapędzającą się maszynką, którą wystarczy tylko z lekka popychać, nawet nie bez wysiłku, nawet nie bez jakiegoś wyrzeczenia, ale z entuzjazmem, natychmiastową wypłatą, radosnym pląsaniem impulsów w neuronach składających się na Osrodek Nagrody w mózgu. Inaczej zagotuję się w zawiesistym, gęstym i tłustym sosie własnym. Z glutami. przypadek 2009-07-10 08:40:03 skomentuj (3) Lakoniczna notka Tęsknię ta taką koncentracją, pozwalającą zapamiętać te chwile w których jestem spełniony i szcześliwy. Natychmiast zapominam. Natychmiast skupiam się na sobie, na ćmiącym zębie czy pobolewających plecach. Próbuje się jakoś zdiagnozować. Jest mnóstwo różnych okoliczności łagodzących, niemniej żadne z nich niczego tak naprawdę w sposób ostateczny nie usprawiedliwiają. Bo jestem dorosłym, dojrzałym człowiekiem, wymagam od siebie jakiejś odporności... Spędziliśmy tydzień na morzem. Pogoda z zakresu tych spotykanych tą porą roku - każda. Od dwóch dni próbuję się obudzić. Bezskutecznie.. przypadek 2009-06-16 09:30:51 skomentuj (0) a propos zaglądania do wózków to jak sobie popatrzę na Młodego, jak tak sobie się pozachwycam, nacieszę, naładuję Jego dziecięcym entuzjazmem do wszystkiego to tak sobie myślę, w świetle historii sprzed 1.5 roku, że mógł sie limit szczęścia po prostu wyczerpać. Że całe szczęście jakie miałem do rozdysponowania w tym życiu i na ten cel chodzi sobie właśnie skupione w jednej osobie, dumne jak paw ze swojego jestestwa. I że tegoż jest naprawdę bardzo bardzo dużo i że nie ma co zazdrościć tym, co mają go na tyle by móc bez żadnych większych tragedii obdzielić całą czeredkę. Z drugiej strony z pulą pecha, nieszczęścia może być dokładnie to samo. Jeden do jednego. Dlaczego zakładać, że kolejna próba losowa skorzysta z drugiego koszyczka, skoro ostatnio właśnie z niego skorzystała... Oddałbym głos naturze, gdybym tylko miał na to dość odwagi... przypadek 2009-05-28 11:41:38 skomentuj (0) Urodziny Szyma
Kurcze, pięć lat.
Tak sobie policzyłem za pomocą karkołomnego
rachunku, że w sumie to Młodszy dzieli ze mną niespełna siódmą część mojego
życia. A mam wrażenie, że zawsze był, że wszystkie najważniejsze rzeczy to przez
Niego, wobec Niego, za pośrednictwem Niego, przy okazji Jego obecności...
Czasem jak sobie z ojcem popjiję (ostatnio rzekłbym
bardzo rzadko) to On wpada w taki ton, ze odkąd zacząłem biegać to jestem innym
człowiekiem, że pewniejszym siebie, że odważniej sięgam po tak zwane zasoby i
tak dalej, że nieco podkułem sobie wątły z natury charakterek. I zawsze, zawsze wyprowadzam Go z błędu mówiąc, że ja zacząłem biegać
BO Młody się pojawił i pojawiła się we mnie nieodparta ochota doczekania wnuków
a z nadwagą i paląc 30 sztuk dziennie to rokowania miałem średnie.
Bo to nie jest tak, bycie rodzicem to jednostronna czynność polegająca na tym, że My wychowujemy dzieci.
Mam wrażenie, że to jest tak, że i dzieci z nami i my sami z sobą też bardzo
bardzo dużo przy okazji podjęcia tej bądź co bądź odpowiedzialności robimy. O ile tylko zauważymy, odnotujemy, przeżyjemy fakt zostania rodzicem. To wielce inspirujące. I pewnie nie wszyscy takiej inspiracji potrzebują, ja widać tak. W sobie
znajduję za mało, może deficyt miłości własnej, który już pewnie zawsze będzie mi towarzyszył.
Można tez nie zauważyć. Przejść nad faktem do porządku dziennego, oddać kobicie na tak zwane wychowanie (wychowanie ma konotację od słowa chowanie, kiedyś dzieci się chowało - czytaj chroniło, przed złym, urokami, niewiem, deszczem, chłodem, czerwone kokardy, te sprawy :)) i wrócić do poprzedniego życia na ile tylko się da.
Tylko, że mi się moje nie podobało tak jak te, które przeżywam od pięciu lat.
przypadek 2009-05-15 22:19:32 skomentuj (0) Marzenie takie Byliśmy w tygodniu zwiedzić pewne miejsce. Duża działka około 20 kilometrów od rozsądnych sklepów, szkół i miejsc pracy. Zabudowana zabytkowym (w sensie wieku, nie architektury) budynkiem z łazienką i ubikacją za kotarką z folii i z kuchnią na żywej ziemi. Ze studnią na środku przedsionka, oblepioną czymś przedziwnym ścianą, Za to z olbrzymim potencjałem na wybudowanie sobie absolutnego azylu, w którym wakacje trwają od fajrantu do szychty. I tylko kłopot w tym, że ktoś już jest zainteresowany i nas ubiegłbył. Nie dziwię się. Bo całość po rynkowej cenie gruntu - a z niewielkim przybliżeniem - można mieszkać.... Nawet nas byłoby stać. Moje wielkie marzenie. Sprzedać komuś tę zimna szufladę i przenieść się na wieś. Znosić wiejskie zapaszki, komary latem, śnieg w zimie. Ale mieć za drzwiami przestrzeń, swoja własną, klatka schodowa, jakby nie patrzeć, to zawsze klatka. Nie mogę przestać o tym myśleć. Ktoś mądry powiedział kiedys, że TRZEBA to mieć co w misce i dach żeby nie kapało na głowę. I to poniekąd racja. Niemniej jednak czasem warto ulec pokusie posiadania, po to choćby, by na tym swoim świętym "BYĆ" móc się lepiej skupić, mieć lepsze zaplecze. Takie miejsce to wielke wyzwanie. Techniczne, logistyczne. Pierwszy krok u schyłku zeszłego roku zrobiłem przełamując swoje ograniczenie i motoryzując się, niestety, miasto nas będzie zawsze karmić, niańczyć i wyrabiać kulturalnie (z tym ostatnim bez przesady, od pięciu lat sprowadza się to do kreskówek pixara w kinie i czasem espresso przy muzyce z głośników). Mad zmotoryzuje się, mam nadzieję, niebawem. Co by nie mówić, był to dla mnie przełom porównywalny z pierwszym maratonem czy pierwszą od lat wizytą u dentysty. Choć nie, bardziej z tym drugim, kiedyś juz ten kwit próbowałem zdobyć i po iluś tam razach poprostu dałem spokój z wdrukowaną etykietą bardzo słabego kierowcy. Przełamuje to do dziś, każdą małą wpadkę (bo jak dotąd jakichś większych nie było) mocno przeżywam pilnując by się nie zniechęcić. Myślę, że idzie mi coraz lepiej, trochę żałuję, że czekałem z tym aż kilkanaście lat. Przez kilkanaście lat to sobie można wychodować taki strach i tak mocne przekonanie o własnej ułomności, że tylko mam nadzieję, że odkręcanie tego bądź co bądź ograniczenia nie zajmie mi drugie tyle... Gdyby tak się udało.... przypadek 2009-05-08 09:01:58 skomentuj (0) Za kołnierz nie wylewam, ale boję się nałogu Mam pełno takich pozornie niewinnych słabości, uzależnionek, które trafiwszy na podatny grunt potrafią zdradliwie rakowacieć. Prędzej czy później czeka mnie mocno niemiła (o poziomie niemiłości odwrotnie proporcjonalnym do poziomu szczerości ze sobą w w/w temacie) rozmowa. Ja ze sobą. Chyba, że nie. Chyba, że dalej będę przesłaniał sobie widok tymi, którzy pozwolili sobie na się rozpasanie i już przestali się kontrolować poza takimi chwilami mającymi uspokoić wyrzuty sumienia i dać wytchnąć narządom odpowiedzialnym za wydalanie toksyn... Latami tak można ze sobą igrać. Na moim poziomie pewnie dziesiątkami lat. przypadek 2009-05-05 09:53:44 skomentuj (0) wiatr Moja głowa przypominała mi wczoraj otwartą na przestrzał stodołę w wietrzny dzień. Efekt meteoropatii, ale może też i moja własna zasługa. Dziś nieco lepiej, ale dzień będzie zdecydowanie za długi. Cały czas zdaje mi sie, że żyje na krawędzi przełomu. Że bańka mydlana, w której jakże mi wygodnie dryfować w końcu pęknie, a po złudnym poczuciu bezpieczeństwa pozostanie jedynie odrobina wilgoci na nosie. Że powinienem coś zrobić aby ubiec los, że inaczej mój okręt zatonie a ja razem z nim. A jednak wszystko stoi jak stało, codziennie z dokładością do pogody za oknem, kosmetyki jakiejś, takie same. Trwałe, solidne. Mimo, że straszą reformami, redukcjami, kryzysem i świńską grypą. Mimo, że uprawiam niebezpieczne samookaleczanie mentalne, cóż, tnę na tyle płytko, żeby ektoplazmy zbyt wiele nie stracić. Bańka mydlana. Ludzie, którzy od czasu do czasu wnikają do nas z zewnątrz opowiadają o zupełnie innym świecie. Takim bez sentymentów, opartym na pieniądzu, opłacalności, zimnej kalkulacji. I z tej perspektywy rzeczywiście, ponieważ spędziłem tutaj już kilkanaście w sumie lat - uległem złudnej iluminacji, że ten świat nie ma końca. Ostatnie wydarzenia pokazały, że może mieć. Że czasem jedynym efektem mozolnego budowania bazy wzajemnego zaufania, szacunku, umiejętności korzystania z wiedzy o człowieku - jest tyko wzrost poziomu ogólnego doświadczenia. Oczywiście o ile powyższe umie się w ten sposób zagospodarować. I znów trzeba stanąć w blokach startowych i próbować nie przegapić wystrzału... Wszystko się chce zmieniać, ewaluować. Świat taki jest. A ja mam nature taka, że chętniej przyzwyczaiłbym się do kolca pod tyłkiem i nauczył na nim bezboleśnie siedzieć niż usnął kolec lub w ogóle krzesło... I pewnie, że satysfakcja z epizodów, w których wbreW własnej naturze udaje mi się cokolwiek przewalczyć jest jedną z wykwintniejszych przypraw życia. I pewnie, że gdybym porównał człowieka sprzed lat kilku, kilkunastu do człowieka którym dysponuję teraz, to poziom komfortu bycia z samym sobą jest nieporównywalny (choć istnieją obszary, na których ośla łączka pleni się niczym nie niepokojona). Co nieco podkopuje powyższe teorie o moim zupełnym bezruchu. nie zmienia to jednak faktu, że niezmiennie mierzenie się ze zmianami powoduje u mnie wysiłek bardzo bardzo istotny. I czasem zazdroszczę ludziom wytrenowanym w zmianach otoczenia, kilmatu, pracodawców, zawodów, mieszkań, samochodów i czego tam jeszcze.... Chociaz wcale nie jest powiedziane, że wrażenie, że ich kosztuje to mniej niż mnie jest tylko skutkiem tego, że nie widzę co jest za fasadą... przypadek 2009-04-29 09:32:57 skomentuj (0) dziś Nie jestem uważny, nie jestem wyciszony, nie jestem skoncentrowany. Bez głębszej refleksji - a jak już ta sie pojawi - wówczas puszczam ją wolno nawet się jej specjalnie nie przyjrzawszy. Mam wrażenie ciągłego braku czasu, mimo, że obiektywnie rzecz biorąc ten, który posiadam, przepływa mi między palcami. Przypominam wtedy labolatoryjnego szczura, który naciska łapką urządzenie uruchamiające stymulator zatopiony gdzieś w główce i stymulujące ośrodek nagrody. Jestem kimś innym, kimś obok, kimś, komu mogę dać troszku łatwej prostej, niezobowiązującej (b.ważne) przyjemności. Od futrzaka różni mnie to, że potrafię wrócić do prawdziwego życia. Bo całą resztę sprawiedliwie rozdzielam pomiędzy Młodego, Mad. Utrzymanie. Inwestycje W sprężystą sylwetkę i w długie życie, na tyle chociaż by zdążyć zapracować na gorące mocne espresso/lodowate piwo na świeżym powietrzu i dumę bycia dziadkiem wnuka/wnuczki z zapleczem mądrego rodzica. Takie tam. Niewyszukane cele. Zastanawiam się jaki poziom szczerości przyjąć. Zastanawiam się, czy w ogóle jest sens podejmowanie dyskusji, takiej samemu ze sobą, jeżeli w prologu pada takie pytanie. Ale jednak. Absolutnie szczerzy ze sobą są ludzie kryształowo czyści lub bezgranicznie mądrzy a takich prawdopodobnie nie ma. Kompletnie nie mam pojęcia jak to wyjdzie. Czy w ogóle wyjdzie. Nie mam też pojęcia czego oczekuję. Okaże się. Albo nie. przypadek 2009-04-24 13:56:04 skomentuj (0) brakuje mi czasem... Minął rok. I co, znów powinienem zacząć żyć tak, by to móc potem opisać na blogu?? przypadek 2009-04-23 12:53:40 skomentuj (0) Żyjemy dalej. To doświadczenie zapewne miało nas czegoś nauczyć. Posługując się jezykiem pewnej bliskiej mi osoby - jestem za nie wdzięczny i staram się jak najlepiej skorzystać z tej lekcji (chociaż tak naprawdę mam wrażenie, ze ten język to nie mój język, niemniej sam niczego lepszego nie jestem w stanie wykrzesać). przypadek 2008-05-26 14:41:15 skomentuj (2) Srogość natury Informacja poniższa okazała się być przedwczesną. Liżemy rany. Głębokie. przypadek 2008-02-05 21:16:05 skomentuj (1) Biohazard Będzie nas więcej. :0 :D Okazuje się, że nośnik mojego materiału genetycznego również trenuje długie dystanse.... Mógłbym się tego spodziewać :). przypadek 2007-11-29 14:13:15 skomentuj (2) Drugi maraton Biegacze to bardzo skromni ludzie.... :) przypadek 2007-10-17 07:10:09 skomentuj (1) o ogórku To jest jak z tym ogórkiem... Dopóki ma w sobie to coś, ten niewysławiony ogórkowy aromat to... Kiedy on przeminie, skończy się jego pora, wtedy fakt, że leży przede mną wodniste w środku warzywo o zielonej skórce nie powoduje ani krztyny entuzjazmu. przypadek 2007-10-05 13:07:42 skomentuj (0) Każdy bez wyjątku ma w sobie ćmę. Sztuka polega na wiedzy - czym jest dla naszej ćmy ogień. I umiejętne obchodzenie się z tą wiedzą. przypadek 2007-09-11 11:23:49 skomentuj (2) Wczoraj, tak rozmawiajac o czymś tam z kimś, uświadomiłem sobie, że jeśli chcieć dobrze kontestować, być dobrym kontestatorem - koniec końców trzeba zacząć kontestować własne kontestowanie. Tak chyba było w moim przypadku. przypadek 2007-08-29 13:16:16 skomentuj (1) 3 lata... Szym kończy trzy lata jutro. Trzy lata od momentu, w którym bycie rodzicem stało się dla mnie czymś najważniejszym na świecie. I tak naprawdę to nic mentalnie się nie zmieniło. To tak, jakby się tylko troszkę przyzwyczaić do tego, że gość jest w domu i w związku z tym inna, taka nieco bardziej podniosła czy odświętna atmosfera. Już nie mam żadnych wątpliwości. Już naprawdę bez znaczenia dla mnie są pytania typu: czy dziewczynka, czy chłopczyk, czy bardziej do mamy, czy do taty, czy po babci, czy po dziadku, to takie trywialne się zrobiło, śmieszne, niepoważne trochę. Ważne jest, żeby być, a jak się nie da, zeby oddać, żeby było bezpiecznie, żeby było uporządkowanie, statecznie, konsekwentnie. Żeby było czule, ciepło, żeby było dużo, dużo słów, przedmiotów, kolorów, wrażeń, kontaktu, pomysłów. Żeby było smacznie, gustownie w miare możliwości, niechaotycznie, jednorodnie w strukturze. Żeby nie było podważania zdań, nawet wbrew sobie, żeby nie było zbędnej dyskusji, żeby nie bać się płaczu czy śmiechu bo "małe dzieci śmiech i płacz mają w jednej kieszeni i nigdy nie wiadomo co akurat wyciągną". Żeby umieć przekonać, rozmawiając, czasem uciekając się jedynie do drobnych forteli. Żeby umieć po tysiąckroć odpowiedzieć na pytanie "Cio to" i "Po cio" nie powtarzając się zbyt często, żeby umieć czasem pogodzić się z drobną krzywdą tak, aby latorośl umiała spodziewać się konsekwencji swoich czynów i dać wsparcie gdy poradzenie sobie z tymi konsekwencjami jest trudne..... Żeby żeby żeby..... Jest cudownie.... Dokładnie rozumiem ludzi, którzy świadomie powołują do życia kolejnych i kolejnych małych obywateli, czasem rok po roku. Oczywiście jeśli tylko potrafią być w tym dostatecznie funkcjonalni. Bo ta energią, którą emanują szczęśliwe dzeci można się do woli naładować.... jeśli już chcieć patrzeć na korzyść osobistą. przypadek 2007-05-16 09:57:24 skomentuj (2) |